O autorze
Jestem Kierownikiem think tanku „Poland, Go Global!” wspomagającego polskich przedsiębiorców w ekspansji zagranicznej. To nie tylko wyzwanie, polegające na stawianiu diagnozy co do największych bolączek firm planujących międzynarodowy rozwój, ale i satysfakcja w dzieleniu się wiedzą i najlepszymi praktykami. Staramy się docierać osobiście do przedsiębiorców, organizując spotkania w regionach, konferencje, wydając magazyn i portal polandgoglobal.pl.

Obserwacja i analiza tego, co dzieje się w segmencie małych i średnich przedsiębiorstw, oraz korzystanie z doświadczeń firm-potentatów jest dla mnie nie tylko pracą, ale i pasją. Prywatnie dzielę czas pomiędzy żonę i dwójkę dzieci, bieganie długich dystansów i okazjonalny survival.
j.kompa@hbrp.pl

Innowacja głupcze!

Startupy wielu kojarzą się z młodymi informatykami piszącymi po godzinach aplikacje albo domorosłymi inżynierami-samoukami, którzy w garażu konstruują swoje szalone wynalazki. W prawdziwym świecie są to profesjonalnie przygotowane projekty, których twórcy są pełnokrwistymi ludźmi biznesu. Co nie oznacza, że są nudni, czy przewidywalni. Wręcz przeciwnie.

Zostałem ostatnio zaproszony do udziału w Kapitule Konkursu „Ready to Go!”, organizowanego przez AIP Business Link. Firma ta, mówiąc niekorporacyjnym językiem, zajmuje się pomocą młodym firmom w znalezieniu partnerów biznesowych oraz uczy jak prezentować swój produkt stojąc oko w oko z wyjadaczami z Izraela, Londynu, czy Barcelony (tam większość startupów szuka finansowania). W trakcie kilkugodzinnej sesji miałem okazję poznać 14 firm, które walczyły o szansę na wyjazd do Doliny Krzemowej, gdzie pod okiem specjalistów miały szlifować swoje umiejętności prezentacji, oraz szukać potencjalnych partnerów. Było to spotkanie, które daje bardzo dużo do myślenia. Pierwsze, co rzucało się w oczy, to świetne przygotowanie prezentujących. Choć były to startupy, z których niektóre nie wyszły nawet poza fazę prototypu, na pytanie o plany na najbliższe 12 miesięcy, odpowiadały bez zająknięcia. Profesjonalnie przygotowane biznesplany, rzetelna analiza rynku oraz identyfikacja ryzyk - świadczą o tym, że młodzi przedsiębiorcy podchodzą do tematu bardzo poważnie. Zaskoczeniem było też fakt, że znakomita większość z nich, prezentowała produkt, który był innowacyjnym podejściem do już istniejących rozwiązań. I nie jest to wada! Po co wymyślać na nowo koło, skoro można wziąć to, co już się sprawdziło, a następnie zrobić to lepiej.



Dla przykładu, kwestia, z którą próbują się mierzyć producenci SmartWatchy – styl. Większość dostępnych na rynku urządzeń przypomina plastikowe gadżety z filmu „Powrót do przyszłości”, a nie klasyczne czasomierze. To oczywiście kwestia gustu, ale będąc fanem zegarków i obserwując nadgarstki osób, które według mnie są uosobieniem dobrego stylu, SmartWatche dostrzegłem zaledwie kilka razy. Sam nie założyłbym plastykowej zabawki, choć sama idea i możliwości tego gadżetu w pełni by mnie przekonały do jego kupna. W sukurs przychodzi rozwiązanie jednej z prezentowanych na konkursie firm – uBirds. Wszystkie najważniejsze funkcje, zintegrowała nie w kopercie zegarka, ale w jego pasku. Genialne w swojej prostocie. Wymieniamy pasek i z poczciwej cebuli, którą dostaliśmy w spadku po dziadku, mamy SmartWatcha. Możliwość osobistego zaprojektowania paska – od koloru, po rodzaj skóry i „tatuaże” na nim, to wisienka na torcie. Czekam na rozpoczęcie seryjnej produkcji i ustawiam się w kolejce.

Inna firma – Move Smart - wzięła sobie za cel usprawnienie poruszania się po mieście. I znów, jako fan korzystania z komunikacji miejskiej (samochód wykorzystuję głównie do transportu zakupów), zamieniłem się w słuch. Wprawdzie prezentowana aplikacja skierowana jest głównie na rynki zagraniczne, ale z czasem i w największych polskich miastach będzie na nią zapotrzebowanie. Na czym polega jej wyjątkowość? Wyobraźmy sobie, że potrzebujemy odbyć kilka spotkań „na mieście” i przezornie zostawiamy samochód na rogatkach, żeby nie tracić czasu na znalezienie miejsc parkingowych. Odpalamy aplikację i po chwili widzimy w swojej okolicy wszystkie punkty wypożyczania samochodu (car sharing), roweru, transport publiczny i taksówki. Dodatkowo aplikacja podpowie najszybszą, najtańszą i najwygodniejszą drogę, oraz skarci nas za wybranie roweru, jeśli akurat zapowiadają przelotne opady. Wiem, wiem, to wszystko już gdzieś było. Owszem, ale dodając możliwość rezerwacji środka transportu, uiszczenia opłaty za niego, informacji o stężeniu CO2, natężenia hałasu i analizy naszych osobistych preferencji, aplikacja oszczędza nam mnóstwo czasu i jest po prostu wygodna. Jak wspomniałem, w Polsce na razie nie mamy wypożyczalni samochodów miejskich, ale plany ich wprowadzenia są jak najbardziej realne i nieodległe.

Mógłbym jeszcze wiele firm wymieniać, wszystko sprowadza się jednak do wspólnego mianownika – innowacyjne podejście do sprawdzonych rozwiązań. Niezależnie, czy mówimy o technologii medycznej, nowej linii ubrań z oddychających tkanin dla ludzi biznesu, czy platform umożliwiających wielokanałową komunikacją z klientem. W coraz większym stopniu, ta właśnie innowacyjność staje się znakiem rozpoznawczym polskich firm. Na koniec anegdota w temacie innowacyjnego spojrzenia:

W dużej fabryce pasty do zębów pojawił się problem. 1 na ok. 1000 opakowań zawierało mniej pasty niż powinno. Klienci podnieśli raban, więc szefostwo zwołało naradę, a następnie wynajęło jedną z najlepszych firm doradczych, która za sowite wynagrodzenie opracowała rozwiązanie. Od teraz wszystkie tubki jadące do pakowania przejeżdżały przez ultraczułą wagę, która zatrzymywała linię produkcyjną, jeśli wykryła wadliwy egzemplarz. Nowo zatrudniony praktykant miał za zadanie zdjąć z linii tenże egzemplarz, wrzucić do kosza i nacisnąć przycisk ponownie uruchamiający produkcję. Po tygodniu system działał bez zarzutu. Kilkanaście razy dziennie linia stawała, po czym ruszała, ilość wybrakowanych egzemplarzy była w normie, klienci przestali narzekać. Spokój nie trwał jednak długo. Po jakimś czasie szef stwierdził, że linia nie jest w ogóle zatrzymywana. Spodziewając się, że nowy pracownik zaniedbuje swoje obowiązki udał się do hali i zobaczył, że tuż przed ultraczułą wagą, ktoś postawił spory wentylator, a po drugiej stronie kosz na śmieci. Wezwał praktykanta i polecił mu wytłumaczyć o co chodzi:
- Panie szefie, to działa tak – niedoważone tubki są lżejsze, więc wiatrak zrzuca je bezpośrednio do kosza, nie ruszając tych dobrych. Bo mnie się nie chciało co chwila łazić i włączać tego ustrojstwa…

P.S. łyżką dziegciu w tej beczce miodu jest fakt, że firmy na etapie startupu szukają finansowania poza Polską. Ale to już temat na zupełnie inne rozważania.
Trwa ładowanie komentarzy...